W pewnym lesie żył ze swoją rodziną bardzo mały jeż, który miał na imię Florek. Florek miał czarny, błyszczący nosek wyglądający jak mały koralik i wesołe czarne oczka które żywo spoglądały na otaczający go świat. Nasz przyjaciel jeżyk był ostrzyżony na jeża przez Pana Szczygła, który miał salon fryzjerski w sąsiedztwie, a jego kolce były zupełnie tęczowe, co najlepiej było widać każdego słonecznego dnia. Florek mieszkał z Mamą, Tatą i młodszą siostrą Matyldą. Rodzina jeżów miała trochę ciasne, ale bardzo przytulne mieszkanie na parterze starego, drewnianego domu przy rynku. Mama, Tata i Matylda bardzo kochali Florka i znosili wszystkie jego wesołe psikusy . Jeżyk miał bardzo bujną wyobraźnię i nigdy nie można było przewidzieć co tym razem wymyśli. Pomysły nowych psot sypał z rękawa tak, jak magik wyciąga króliki ze swojego cylindra. Pewnego razu Florek wybrał się na samotną wycieczkę do lasu, chociaż Mama i Tata ciągle przestrzegali go, że nie można oddalać się samemu od domu i każde małe zwierzątko powinno chodzić na spacery zawsze pod opieką kogoś dorosłego. Był słoneczny, wiosenny poranek. Lekki wiaterek przelatywał w koronach drzew i pogwizdywał wesoło a ptaki wiły sobie nowe gniazdka żeby złożyć w nich jajka i wysiedzieć pisklęta. Zewsząd rozlegały się świsty, stukanie dzięciołów, pogwizdywania, trzepotanie skrzydeł, tylko spod ziemi słychać było pochrapywanie susłów które nie zauważyły nadejścia wiosny i nie obudziły się jeszcze z zimowego snu. Po niebie przefruwały różowe i białe obłoczki przypominające lody truskawkowe z bita śmietaną. Słońce grzało zupełnie mocno i było naprawdę ciepło. Florek maszerował dzielnie przed siebie na swoich czterech króciutkich łapkach zakończonych mocnymi pazurkami. Był małym, grubiutkim jeżykiem i wędrówka wśród krzaczków czarnych jagód, po pokładach igliwia, patyczków i po mchu sprawiała mu trudność. Dookoła działo się tyle ciekawych rzeczy, że Florek postanowił przysiąść na przewróconej sośnie i porozglądać się . Gdyby wiedział rano, że tak daleko zawędruje, wziąłby ze sobą plecak z jedzeniem i swój ulubiony sok pomarańczowy, ale teraz kiszki grały mu z głodu marsza i bardzo chciało mu się pić. Florek zaczął się rozglądać wokół siebie, ale każdy w lesie był zajęty swoimi własnymi sprawami, wszyscy dokądś pędzili i nikt nie miał czasu przystanąć ani na chwilkę . Jeżyk siedział osamotniony na wielkiej przewróconej przez wiatr sośnie i zastanawiał się co dalej....... Nagle zorientował się, że jest w jakiejś zupełnie nieznanej części lasu, obok nie ma ani Mamy, ani Taty, ani jego młodszej siostrzyczki Matyldy. Florek przypomniał sobie przestrogi rodziców żeby nie odchodzić nigdy samodzielnie daleko i nagle poczuł się bardzo nieswojo. Był głodny i zmęczony a do tego zupełnie nie wiedział jak wrócić do domu. Pomyślał sobie że jest jeszcze bardziej mały i opuszczony i dla dodania sobie otuchy najeżył swoje tęczowe igiełki. Od razu poczuł się lepiej i nawet pohukiwanie sowy w koronach drzew nie mogło go teraz przestraszyć . Tylko kiszki dalej grały mu z głodu marsza. Florkowi ani trochę nie było do śmiechu. Słońce chyliło się ku zachodowi i zachciało mu się spać. Chętnie wskoczyłby teraz do swojego łóżeczka pod cieplutką miękką kołderkę w swoim domu i zasnął, ale dom, Mama, Tata i Matylda byli teraz gdzieś daleko......... Jeżyk postanowił zwinąć się w kulkę i ułożyć się do snu obok sosny na której siedział. Kiedy wreszcie wygodnie się ułożył do snu i na chwilę otworzył jeszcze oczy żeby rozejrzeć się dokoła zobaczyła nad sobą pochylonych: Mamę, Tatę i Matyldę. Kiedy zniknął nagle po śniadaniu rodzina jeżów szukała go po lesie przez cały dzień. Tymczasem Florek, z pełnym brzuszkiem, tuż po śniadaniu zasnął sobie spokojnie tuż za domem i cała wyprawa do lasu po prostu przyśniła mu się. Czegoś się jednak przy okazji nauczył. Kiedy zobaczył swoich rodziców i siostrzyczkę ucieszył się bardzo i zawołał : MAMO, TATO, MATYLDO ! NIGDY, PRZENIGDY NIE PÓJDĘ SAM DO LASU , PRZYRZEKAM WAM !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz