Mrrrrrr… mrrrrr….mrrrrrraaauuuuuu….
dopiero się obudziłam więc się przeeeciąąąąągaaaam. Prawa przednia łapka z lewą
tylną łapką a potem prawa tylna łapka z lewą przednią. Za oknem całą noc lał
deszcz a mnie tak dobrze się spało w sypialni, na moim wygodnym, przestronnym
łóżku, ale zgłodniałam więc musiałam się obudzić.
Przepraszam, jeszcze się Wam nie
przedstawiłam. Nazywam się Tosia i właśnie skończyłam rok. Jak wyglądam? Jestem
cała czarna jak węgiel. Chyba wiecie co to jest węgiel? Nie mam na sobie ani jednej łatki. Nawet
opuszki łapek mam czarne. Poza tym jestem bardzo zgrabna i wygimnastykowana.
Potrafię wskakiwać na najwyższe półki, szafy i szafeczki. Ewa, za chwilę
dowiecie się kim ona jest, bardzo się
boi kiedy wspinam się zbyt wysoko. Rozumiem ją. W zimie złamała nogę i przez
sześć tygodni chodziła z nogą w gipsie. Ale takie numery to nie ze mną. Gdybym
przypadkiem spadała to przecież mam pazurki, którymi mogę się przytrzymać.
Zresztą podobno każdy kot spada zawsze na cztery łapy nawet z dużej wysokości i
nic mu się nie może stać. Umiem też
chodzić po bardzo wąskich krawędziach mebli. Pomaga mi w tym mój przyjaciel,
który nigdy mnie nie opuszcza. Wiecie kto? Mój puszysty, długi ogonek. Gdy łapka za łapką idę po czymś
bardzo wąskim to on pomaga mi utrzymać równowagę. Kiedy jestem zła on też
złości się razem ze mną a kiedy układam się do snu ogonek otula mnie jak szalik
i śpimy sobie razem.
Powiedziałam, że sypiam na moim łóżku
ale to jest łóżko mojej przybranej mamy, Ewy. Wreszcie już wiecie kim jest Ewa.
Właściwie nie do końca jest jasne czy to ona sypia ze mną na moim łóżku czy ja
sypiam z nią na jej łóżku. Nieważne. Nie będziemy się o to kłócić. W każdym
razie opiekujemy się sobą nawzajem. Mama Ewa mnie karmi, czesze i zmienia mi
piasek w kuwecie. Ja dbam o to, żeby jej nie było smutno no i żeby miała się z
kim bawić. Nauczyłam ją zabawy piłeczką którą mi podarowała. Ewa rzuca mi piłkę a ja biegnę za nią przynoszę ją z powrotem. Często udaje mi się
złapać piłkę w locie. Bardzo lubię taką zabawę. Czasem muszę mrauknąć , żeby
Ewa zauważyła że już przyniosłam piłkę , a nawet uderzyć Ewę w nogę łapką jak
się bardzo zamyśli i nie widzi piłki.
Obie bardzo lubimy te nasze zabawy.
Ewa
często siada przed komputerem i bawi się myszką ale nie taką prawdziwą, którą
można zjeść, tylko komputerową. Mówi wtedy:
-
Tosiu, nie przeszkadzaj, nie mogę się przez cały czas bawić, muszę też
kiedyś pracować.
Układam
się wtedy przed Ewą, za taką czarną układanką, na której są litery i cyfry i
wyciągam się jak długa. To klawiatura.
-
Tosiu zabierz ogon i łapki z klawiatury bo nie mogę pisać – mówi Ewa.
Wtedy
zwijam się w kłębuszek i drzemię. Co jakiś czas uchylam oczy i przyglądam się
Ewie… ma na nosie okulary to znaczy, że jeszcze pisze… Trudno. Muszę cierpliwie poczekać aż skończy.
Jak mi się znudzi to mogę się najwyżej przespacerować do kuchni, zajrzeć do
swoich miseczek i coś przegryźć. Ewie
nie można przeszkadzać kiedy siedzi przy komputerze bo się wtedy okropnie
złości i mówi do mnie Antonino…
-
Antonino, przestań rozrabiać!
-
Antonino, uspokój się, wiesz że teraz pracuję. Pobawimy się jak skończę.
Zapomniałam o czymś. Tej komputerowej
myszki pod żadnym pozorem nie można łapać za ogonek, to znaczy za kabel który z
niej wystaje. W tym kablu siedzi jakiś straszny
Dziad Prąd, tak mówi Ewa, mógłby mnie złapać za pyszczek i zrobić krzywdę.
Muszę o tym zawsze pamiętać.
Nie powiedziałam Wam jeszcze, że
oprócz przybranej mamy, Ewy mam całkiem spore grono rodziny i przyjaciół. Są
Bartek i Maciek, synowie Ewy i ich dziewczyny Luiza i Asia. Jest też babcia
Luka, mama Ewy, która nas czasem odwiedza, wujek Andrzej i ciocia Irena. Acha,
czasem wpada też do nas sąsiadka, pani Marysia. Luiza i Bartek mieszkają czasem
ze mną kiedy Ewa wyjeżdża. Bardzo ich wszystkich kocham, lubię jak mnie
głaszczą i bawią się ze mną. Chociaż czasem z tym głaskaniem to przesadzają. Uciekam
wtedy gdzie pieprz rośnie, tak się mówi, czyli tam, gdzie nie mogą mnie złapać,
albo łapię ich delikatnie ząbkami za rękę. To tak, jakbym mówiła:
-
No dosyć już tego głaskania bo mi futerko powycieracie i będę łysa!
Mam też własną, prawdziwą,
najprawdziwszą rodzoną ciotkę która ma na imię Kropka. Jej przybranymi
rodzicami są Asia i Maciek. Kiedy wyjeżdżają gdzieś dalej i nie mogą jej ze
sobą zabrać to ciocia razem ze swoimi miseczkami przeprowadza się do nas czyli
do mnie i do Ewy. Ojej a ile wtedy jest zabawy! Nie możemy się ze sobą dosyć
nagadać, chciałam powiedzieć namruczeć, o wszystkich naszych kocich sprawach. A
to bawimy się ze sobą w berka, a to w chowanego i straszymy się wyskakując
znienacka zza szafy albo zza drzwi. Czasem
okropnie tupiemy. Czy możecie wyobrazić sobie tupiącego kota? A jednak… Jak się
zmęczymy bieganiem i skokami to robimy podwójny kłębuszek z dwóch kotów i
zasypiamy przytulone do siebie pomrukując przez sen. Jak jest u nas Kropka to
nie sposób się nudzić. Naprawdę… Czasem jeżdżę z kilkudniową wizytą do ciotki i
wtedy dokazujemy razem u niej.
Opowiadałam Wam o swoim łóżku w
sypialni. Mam też duża kanapę w salonie,
dwa miękkie fotele, kilka wyściełanych krzeseł no i słoneczne parapety na
których uwielbiam się wygrzewać i ucinać sobie południową drzemkę. W naszym mieszkaniu jest bardzo dużo
tajemniczych i przytulnych kącików. Można się w nich zaszywać do woli. Kiedy
mam ochotę naprawdę się schować to trudno mnie znaleźć. Nie pomagają żadne
nawoływania :
-
Tosiu, Tosieńko, gdzie jesteś?
Toooooosiuuuuu! Toooooosiuuuuu!
Wreszcie nudzi mnie to , wychodzę i dumnie defilujemy sobie z moim
przyjacielem, ogonkiem, uniesionym do góry.
W dzień, kiedy nie śpię mam też inne
rozrywki. Poluję na ptaki za oknem. Wróbelki mogą sobie fruwać, są takie małe i
milutkie. Ale te gołębie i wrony! Okropność! Jakie to łakomczuchy! Tylko by
jadły i jadły! Nigdy nie mają dosyć. A poza tym fruwają tuż koło mojego nosa
właśnie wtedy, kiedy ucinam sobie drzemkę na parapecie. Ich szczęście, że są za
szybą… Już ja bym im pokazała co to znaczy fruwać koło kociego nosa w dodatku
wtedy, kiedy kot akurat smacznie sobie śpi.
Trochę się mnie boją te skrzydlate
darmozjady. Najbardziej wtedy, kiedy stanę na tylnych łapkach a przednimi
opieram się o szybę. Pewnie głupie myślą, że zaraz na nie skoczę. I bardzo
dobrze, że się mnie boją. Czasem na ich widok wydaję bardzo dziwne dźwięki.
Zupełnie jakbym była skrzypiącym drzewem albo przebranym za kota psem. Koty są
strażnikami domowego ogniska i wszyscy powinni o tym wiedzieć.
Kochamy się z Ewą i dobrze nam się
razem mieszka. Czasami, kiedy ogarnia mnie nawet nie koci a małpi humor moja
przybrana mama woła :
-
Ach ty Dziabągu jeden przestaniesz wreszcie rozrabiać?!
Nie wiem co to jest „dziabąg”. Ewa też
chyba nie wie, ale lubię jak mnie tak nazywa… To znaczy, że jest wesoła. Bywa
też smutna, czasem nawet płacze. Zjawiamy się natychmiast oboje z ogonkiem i
pocieszamy ją. Daję jej wtedy kilka buziaków a ogonek głaszcze ją po szyi i
trochę łaskocze. Po chwili cały smutek znika i Ewa znów się uśmiecha. Ona jest
przekonana, że ma mnie ale tak naprawdę to ja mam ją. Kiedy wieczorem idziemy
spać mruczę je do ucha o wszystkim co się działo przez cały dzień a ona mnie
głaszcze i przytula, takie przytulone zasypiamy sobie i śnią nam się różne miłe
rzeczy. Jak dobrze jest mieć taką przybraną mamę! MrrrrRrrrrrRrrrrrRrrrrrRrrrrr
….. zapuszczam silnik i odpływam to znaczy, że oczy same mi się zamykają i zasypiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz