Pewnego dnia, rano, Krysia znalazła pod poduszką tajemnicze blaszane pudełko.
Pudełko było płaskie, na pokrywce namalowany był różowy hipopotam, zielona
łąka, niebieski strumyk i czerwone niebo z zachodzącym słońcem. Kiedy poruszyła
pudełkiem w środku coś zagrzechotało. Krysia była bardzo ciekawa co jest w
tajemniczym pudełku ale odłożyła je na bok. Najpierw musiała się umyć, ubrać i
zjeść śniadanie.
Wreszcie nadszedł moment otwarcia tajemniczego pudełka z różowym hipopotamem. W
środku leżały sobie równiutko poukładane kolorowe drewniane kredki . Pachniały
farbą i drewnem z którego były zrobione. W dodatku, w osobnej przegródce leżała
temperówka i miękka, szara gumka myszka. Kredki leżały obok siebie w ustalonym
porządku: żółta, pomarańczowa, niebieska, jasnozielona, zielona jak trawa i
ciemnozielona, różowa, czerwona, fioletowa, jasno i ciemnobrązowa a na samym
końcu czarna.
Dziewczynka bardzo lubiła rysować i nie mogła się doczekać kiedy będzie mogła
użyć nowych kredek, które znalazła rano pod swoją poduszką. W tym momencie do
akcji wkroczyła temperówka. Była naprawdę ostra więc wszystkie kredki
były natychmiast gotowe do rysowania.
Krysia zaraz po śniadaniu umyła ręce, przygotowała blok i kredki i usadowiła
się z nimi przy swoim zielonym stoliku. Brała z pudełka potrzebne jej kredki po
kolei, a te, które były jej już niepotrzebne natychmiast odkładała na miejsce tam,
gdzie leżały przedtem. Narysowała niebieskie niebo z żółtym słońcem i białymi
obłoczkami, kilka liściastych drzew i jedną choinkę, zieloną trawę a na niej
białe i różowe stokrotki. Chciała narysować jeszcze bawiące się na łące dzieci
i swojego psa, Łatka, ale nie udało jej się tego zrobić.
Kredki zaczęły głośno rozmawiać, śpiewać różne śmieszne piosenki, a potem
kłócić się która z nich jest ważniejsza i ma ładniejszy kolor. Przepychały się
jedna przed drugą i same wchodziły Krysi wprost do ręki lub wypadały na stolik.
Dziewczynka zupełnie nie potrafiła ich opanować. W dodatku wskakiwały do
pudełka gdzie popadnie, niekoniecznie na swoje miejsca więc zrobił się okropny
bałagan. Żółta kredka leżała razem z brązowymi, a różowa między ciemnozieloną i
fioletową. Czerwona kredka popchnęła na sam brzeg pudełka pomarańczową a tuż za
nią ułożyła się niebieska. W końcu czarna kredka zezłościła się nie na żarty i
zagroziła, że za chwilę pomaże na czarno cały rysunek tak, że nie będzie na nim
widać ani niebieskiego nieba z żółtym słońcem i białymi obłoczkami, ani drzew,
ani choinki, ani trawy i stokrotek. Zmęczona tymi kłótniami i przepychankami
odezwała się w końcu gumka myszka, która dotąd leżała cichutko w swojej
przegródce. Myszka była niewielka, więc zaczęła podskakiwać coraz wyżej i wyżej
tak, żeby zwróciły na nią uwagę wszystkie kredki. Wygarnęła im całą prawdę.
Powiedziała, że wszystkie są jednakowo ważne, każdy kolor jest ładny i
potrzebny bo gdyby kolory kredek niczym
się nie różniły, rysunki były by ponure i smutne a mają być przecież kolorowe i
wesołe. Kredki uspokoiły się wreszcie, to prawda, niektóre były teraz trochę
krótsze bo podczas kłótni połamały się i trzeba je było znów zatemperować.
Wreszcie ułożyły się w pudełku w takiej kolejności jak powinny : żółta,
pomarańczowa, niebieska, jasnozielona, zielona jak trawa i ciemnozielona,
różowa, czerwona, fioletowa, jasno i ciemnobrązowa a na samym końcu czarna.
Krysia spokojnie zamknęła pudełko. Teraz i ona i kredki mogły spokojnie pójść spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz